Zakazana miłość
Opleciona zniewolona
Widzi tęczę w kroplach deszczu
Jej symbolem umocniona
nie poczuje w sobie zmierzchu
Opleciona dzikim winem
W jego ciasne pędy skuta
Między jawą jest a snem
Nie wie za co ta pokuta
Nie wie za co ukarana
Może za to jaką była
Za odmienność udręczana
Za to, że w niej lęk nie siła
Nowe pędy ją oplotły
Pozbawiły woli myśli
Ostatnią nadzieję zmiotły
Boże błagam, znak mi ześlij
I ujrzała go w ciemności
Znak ten jakby w słońcu błyszczał
Czy on jest dla jej miłości
Tęczą, która dała sygnał
Rozpleciona uwolniona,
W kroplach deszczu tęczę widząc
Jej symbolem otulona
O swym lęku już nie myśląc









