• wywiad udzielony dla Echa Miasta
  • wywiad udzielony dla Radia Łódź
  • Strona z książki \
  • Artykuł w \
  • Artykuł w \
  • Artykuł
  • Artykuł

Zdjęcie z galerii

6

Księga Gości


michalfub
Fajna strona, nawet cieka...

Anitacask
Ostanio dużo czytam blogó...

Sonia
" WIOSNA W...

Barbara
Uleńko, musiało upłynąć ...

Jadwiga
i love your blog, very ve...

Odwiedzający

Aktualnie online: 1
Dzisiaj: 3
W sumie: 96638

Tagi

Równowaga – pomaga

Duży brzuch i krótkie nogi
Obraz w szczegółach ubogi
A mam – dodać tu wypada
Ze słuchem problem nie lada
O pamięci już nie wspomnę
Wiecznie o podpowiedź skomlę
Ale nie wiem czemu wkoło
Z ludźmi zawsze mi wesoło
Promienny uśmiech tak żywy
Nie poparzy jak pokrzywy
I empatia dla drugiego
Nie każdy ma coś takiego
Ile z nią można dokonać
Spróbuj – aby się przekonać

 

Pasja skutecznym lekiem na smutek

Pokrzepienie
Świat coraz smutniejszy
Pisząc wiersze
Porządkuję myśli
Czas szybciej biegnie
Nie czuję się rośliną
Która więdnie
Życie nie traci sensu
Opisuję co mnie wzrusza
Co boli
Przywołuję wspomnienia
Pisanie jak balsam
Zamyka otwarte rany …
 

Dla Basi

Ten kto pozna Basię
Za szczęśliwca ma się
Bo to jest niezwykła postać
A jak trudno się z Nią rozstać
Jest serdeczna i oddana
A przez wielu – jak kochana…
Gdy masz problem – to pomoże
Więcej takich Baś – daj Boże

Śmiech to zdrowie

stand-up – komediowa forma artystyczna w postaci monologu przed publicznością.
Głównym celem stand-upu jest rozbawienie publiczności. Autor musi się tutaj wykazać dowcipem, umiejętnością posługiwania się ironią,
także w odniesieniu do siebie i swoich wad. Ale ważniejsza w nim jest charyzma poety, jego umiejętność kontaktu z publicznością,
mniej poprawność literacka prezentowanego wiersza.
Nazwa stand-up pochodzi z Ameryki, gdzie podczas tzw. open mic prawie każdy może wejść na scenę i rozpocząć swój występ.
Dzięki takiej formule ten gatunek jest niezwykle przyjazny dla początkujących artystów, bo łatwo jest zacząć.
A zatem pierwsza moja próba:
Lustereczko
 
Patrzę w lustro i nie wierzę
Chyba trzeba je przeczyścić
Pod oczami brzydkie cienie
A na brodzie jakiś wykwit
 
Włosy lekko przerzedzone
Nos się zrobił zbyt szeroki
A te zmarszczki – skąd tu one
Do słonicy mam dwa kroki
 
Lustra nie będę czyściła
Bo zobaczę jeszcze więcej
Kiedyś twarz ma piękną była
Dzisiaj brzydkie nawet ręce
 
Widać żyły – plamy w brązach
Palce dłuższe chyba były
Patrzę na nie cała w pąsach
Dobre czasy się skończyły
 
I w odruchu desperacji
Myślę siedząc na kanapie
O plastycznej operacji
Aż tu nagle głośno chrapie
 
Mój chłopina wygłodzony
Czekał aż do kuchni wpadnę
Podam obiad – lecz wkurzony
Zapadł w sen – smakuje jagnię

 

Złapać oddech

drepczesz ścieżką
po omacku
wybierasz jak ślepiec
w ciemności
raz po raz się potykasz
o kamień wielki
kamień mały
nie widząc celu
stajesz 
łapiesz oddech     
rozbudzasz wyobraźnię
widzisz obraz
ścieżkę
na którą padło światło
wszystko staje się jasne
już wiesz

Źródło dobroci

Znam kobietę
jak nurt rzeki
niosący liść
toczący kamień
słabą się zdaje i silną zarazem
 
Znam kobietę
jak porcelana krucha
chroni gniazdo wymoszczone
raz słodkie raz słone
 
Znam kobietę
jak tajemne ziele
źródło światła niewyczerpane
wyleczy najgłębszą ranę

Relacja o projekcie – „Dziecko – sto masek „

Zapraszam wszystkich zainteresowanych do obejrzenia wywiadu, poświęconego kolejnym etapom relizacji projektu " Dziecko- sto masek" autorstwa Joanny Paluszkiewicz:
https://l.facebook.com/l.php?u=https%3A%2F%2Fyoutu.be%2F6OPGdQ1vedg%3Ffbclid%3DIwAR0EYus-NT_yJmNxrL3t313XkJaZ-KieeBzCzNz4KM85Ad6vYRNXcc7yVV0&h=AT1RAwut2zdwVRY_0szteOaRSE_hPADtsaVbf4W-8AObHEMFvFePC48sPKY72prsvsAe2cDrqavVhhxky
FfSfpZ8LFQMEnGiyCOCxtRhzYAeBPhmvMHjLOE

Ważny Nauczyciel

Napisałam krótkie wspomnienie, zainspirowana tematem ogłoszonego konkursu. Wprawdzie nie wysłałam, ale postanowiłam na swojej stronie je zaprezentować:
Wspomnienie
Pamiętam, że już w szkole podstawowej, na różnych akademiach recytowałam wiersze. Ale jeszcze wówczas nikt z nauczycieli nie mówił mi, jakie popełniam błędy. Nie było zajęć pozalekcyjnych, które by uczyły nas podstaw. Czyli właściwej interpretacji wiersza, wymowy itd.  Dopiero w szkole średniej poznałam panią Alicję , która prowadziła kółko recytatorskie.
Nazywałyśmy ją drugą matką. Opiekuńcza, wyrozumiała i pełna optymizmu. Była w niej niezwykła wiara, że stworzy recytatorki, które właściwie zinterpretują i przekażą każdy wiersz. Na przesłuchaniu nie zgłosiła żadnych uwag, co do moich umiejętności, tylko z uśmiechem zaprosiła na zajęcia. Po jakimś czasie dowiedziałam się, że tutaj jest już tradycją, zapraszanie na specjalne przesłuchania, profesorki z Łódzkiej Szkoły Filmowej, która była koleżanką naszej pani. W oparciu o swoją wiedzę i doświadczenie, miała dokonanać oceny zdolności, nowo przyjętych do kółka recytatorskiego uczniów. Po upływie roku, byłam zaskoczona kolejnym zaproszeniem na przesłuchanie. Okazało się , że wcześniej nie dawała mi żadnej szansy na pozbycie się złych nawyków wyniesionych z występów w szkole podstawowej. Ze współczuciem podsumowała wówczas moją prezentację:
    – Alinko, z tej dziewczyny nic nie będzie! Ona ma tak duże braki, typowe dla samouków, nie prowadzonych przez nauczyciela. Tego nie zlikwidujesz. Źle kładzie akcent, niewłaściwie wymawia sylaby, to są trudne do usunięcia nawyki!
Po roku mojej pracy na kółku recytatorskim, nie mogła uwierzyć, że to ta sama uczennica:
 - Alinko, to prawdziwy cud- jesteś niezwykła! – wykrzyknęła i skoczyła na równe nogi, by wyściskać swoją koleżankę!
Wówczas też dowiedziałam się całej prawdy, o tym , jak wcześniej byłam oceniona.
Moja pani, tłumaczyła mi, że bardzo chciała spróbować, bo żal jej się zrobiło, takiej miłej dziewczyny.
Do końca szkoły wszystkie pracowałyśmy z wielkim zaangażowaniem i sukcesy naszego zespołu były znaczące. Wygrywałyśmy na wielu ogólnokrajowych konkursach recytatorskich.
Ale pamiętam też, że dla potrzeb właściwej wymowy, musiałyśmy zapisać się do szkolnego zespołu wokalnego. Myślę, że prowadzący go nauczyciel, nie zawsze był zadowolony. Sukcesy w recytacji, nie dawały gwarancji wyjątkowego słuchu. Ale nie potrafił odmówić swojej koleżance, bo bardzo ją szanował i podziwiał za jej pracę i zaangażowanie.
Do mnie, śpiewającej w trzecim głosie, wykrzykiwał:
- Ulka, błagam cię ciszej, ciszej! Domyślam się tylko, co to oznaczało. Jednak nie wyprosił mnie,  kiedy śpiewałyśmy dla Radia- Łódź.
Wiele lat później, spotkałam moją starszą koleżankę z kółka recytatorskiego i z rozrzewnieniem wspominałyśmy naszą panią. Pochwaliła się też, że ukończyła Łódzką Szkołę Filmową.
Jestem przekonana, że wiele z moich dokonań,  zawdzięczam pani Olszewskiej, bo pozwoliła mi uwierzyć, że potrafię coś więcej. Bycie dobrą uczennicą, przypisywałam raczej pracowitości i wrodzonej ambicji. Natomiast tu upatrywałam coś więcej, może jakiś talent, który pozwoliła mi rozwinąć. Rozbudzona wyobraźnia przełożyła się na odwagę w artykułowaniu swoich potrzeb i pomysłów, także w pracy. Wszędzie starałam się wprowadzać, jak je nazwałam – wartości dodane. Pragnęłam w  miarę swoich możliwości, inspirować siebie i innych, podejmować wciąż nowe wyzwania. Teraz na emeryturze spotykam się zarówno z młodzieżą, jak i seniorami. I mimo wielu słuchaczy, nie paraliżuje mnie strach. A może jedynie potrafię go ukryć tak, że nikt nie zauważa?
 

Już za chwilę „Zimowe powroty”

Jeszcze nie opadły liście w ogrodzie,
nie pożegnała się róża,
a już zima bielą pokrywa,
z niebytu się wynurza.
Słońce nisko pochylone,
szron roziskrza na liściach,
obraz jesieni się rozmywa,
a blask oczy zaciska.
Zima w biel srebrzystą odziana,
rozgościła się wszędzie,
tkaczem cudnym się staje,
ze szronu dywan przędzie,
co jak zaczarowany znika,
kiedy dłonią go dotykasz.
Jakbyś miała moc niezwykłą,
dając magii krótką chwilę,
zima zmrozi krople z ręki,
wciąż znajdując na to siłę.

Silna kobieta

 
               Minęło już pięćdziesiąt lat od kiedy jej nie ma, ale jest w moich wspomnieniach. To, że była ze mną każdego dnia, zrodziło głęboką więź między nami Prowadziła ze mną rozmowy na ważne  tematy. Powtarzała często, że tytuły i pieniądze to rzecz nabyta, a kulturę osobistą, wynosi się z domu i jest bezcenna.
A kiedy zadawałam trudne pytania, opowiadała wątki ze swojego życia.
Pradziadkowie – Antonina i Michał Krzyżan w 1905 roku, mieli już troje dzieci. Pradziadek był aktywnym członkiem PPS. Kiedy zaczęły się strajki i aresztowania robotników, na jego oczach, zastrzelono najlepszego przyjaciela. W tym momencie wróciło wspomnienie z dzieciństwa, bo tak zginął jego ojciec, również aktywista. Teraz obawiał się, że może być następnym w kolejce, a jego rodzinę, podobnie jak innych – wysiedlą. W natłoku myśli, podjął dramatyczną decyzję i sam pozbawił się życia.
Prababcia nigdy nie poddała się. Podjęła pracę, aby utrzymać trójkę dzieci. Najmłodsze miało zaledwie kilka miesięcy. I wówczas zatrudnił ją Karol Scheibler, który po zakończeniu nauki w Szwajcarii, objął swoim zarządem fabrykę po zmarłym ojcu. Pracowała, jako cerowaczka na jedwabiu. Któregoś dnia pod okno przyszedł jej syn, wołając  rozpaczliwie, że siostry są głodne i nie wie co robić? Jego wołanie usłyszał fabrykant i kazał babci natychmiast przerwać pracę i nakarmić maluchy. Zapewniał, że nie potrąci jej z wynagrodzenia. Ta wspaniałomyślność miała ciąg dalszy, bo pozwolił babci, wychodzić, kiedy tylko będzie taka potrzeba. Babcia była pełna uznania dla gestu swojego pracodawcy i zawsze opowiadała o nim z niesłabnącym uznaniem.
W tym czasie następował powolny upadek wielu przedsiębiorstw. Robotnicy strajkowali, domagając się zmniejszenia czasu pracy do 10 godzin dziennie i poprawy warunków socjalnych. Babcia nigdy nie wyszła powtórnie za mąż. Przeżyła wojnę i wychowała swoje dzieci na porządnych ludzi. Była dyskretna, cicha i pełna wyrozumiałości. Dzisiaj nie wyobrażam sobie, tak zgodnego, wielopokoleniowego współistnienia. Młodzi nie chcą słuchać starszych, a starszym trudno przyjąć do wiadomości, że nie tylko czas galopuje.

Książki