• wywiad udzielony dla Echa Miasta
  • wywiad udzielony dla Radia Łódź
  • Strona z książki \
  • Artykuł w \
  • Artykuł w \
  • Artykuł
  • Artykuł

Zdjęcie z galerii

11

Księga Gości


michalfub
Fajna strona, nawet cieka...

Anitacask
Ostanio dużo czytam blogó...

Sonia
" WIOSNA W...

Barbara
Uleńko, musiało upłynąć ...

Jadwiga
i love your blog, very ve...

Odwiedzający

Aktualnie online: 1
Dzisiaj: 24
W sumie: 137486

Tagi

Ile trzeba

Ile trzeba czasu
by wygładzić zadry narosłe latami
ile trzeba miłości by pokonać pustkę
co nie goi a rani
ile nadziei trzeba na spokojne trwanie
a kiedy ono zagaśnie
nie zatapiać się w bólu
zdusić cierpienie…
i być pełnym wiary
na jego przywrócenie

Sen majowy

Obraz tkała na werandzie
odurzona bzu zapachem
z najpiękniejszych czarnych kwiatów
gdzie śpiew ptaków niósł się echem
 
w słońcu lśniły ich skrzydełka
na tle błękitnego nieba
a gdy siadły na gałązkach
nic więcej nie było trzeba
 
podziwiała ruch ich głowy
szerokie pole widzenia
niezwykłą zdolność latania
i tę łatwość żerowania
 
blask rozwiewał jej niepokój
tłumił lęk – twarz rozanielał
śpiew ptaków tak wiele znaczył
gdziekolwiek w gaju rozbrzmiewał
 
dawał duszy ukojenie
piękno przyrody otwierał
jej zapach z powiewem wiatru
obraz tęsknot pozacierał  
 
świat wypełniał się kolorem  
raz bielą kwiatów jabłoni
raz fioletem bzu czeremchy
i tej ich cudownej woni
 
zapomniała już o chmurach
kłębiasto szarych i smutnych
co budziły melancholię
i żal niebios mgłą zasnutych
 
Do miłości maj jest kluczem
a namiętność rzeźbi dłutem

Przestała widzieć by dostrzec

Gdy zobaczyłam ją pierwszy raz,
siłę w jej twarzy rzeźbił czas.
Prawdziwą, bez śladu lęku
i wciąż obecnego dawnego wdzięku.
Zobaczyłam raz drugi i trzeci,
obraz był w mroku, jak w zamieci.
Patrzyła zamglonymi oczami
i dostrzegała rozbłyskami.
Zachłannie słuchała dźwięków,
osłaniały przed mrowiem lęków.
Jak nić, ze światem ją zszywały,
okruchy doznań, co radość dawały.
Jak haftem je wszystkie splatała,
a w sobie głębi i mocy szukała.
By czuć się coraz mniej samotnie,
doceniała, co piękne i co owocne.
Wreszcie na dnie wspomnień ujrzała
tych, co znaleźć i spotkać chciała.
Tych, co najmocniej ją kochali,
gdziekolwiek byliby – czekali.
Z podróży tej z wiarą wracała,
mocniejsza dobrem, bo widziała,
zmarłych, z którymi wciąż ją łączy
pomost, a z niego sens życia sączy.

Marzenia

Pragnę zostać aniołem                        
I mieć suknię w błękicie
Pokrzywdzonych otoczyć
Skrzydłem na całe życie
 
Niedostatki odsłaniać
Nauczać miłosierdzia
Zapobiegać rozpaczy
Kreśląc symbol łabędzia
 
Niech szlachetność i mądrość
Będzie w głowach ich mottem
Wyobraźnię pobudzi
I ochroni przed błędem 
 
Nie wiem czy aniołowi
Sił dla wszystkich ma starczyć
By uchronić najsłabszych
Najważniejsze zawalczyć

Chandra

Dopada  znienacka
Złość jak silna fala
Bezdusznie oblewa
I tkliwość wypala
 
Bo co można zrobić
Skutecznym fortelem
By zmienić nikczemność
I być dobrym sterem
 
Jaka jest przyczyna
Podłości wyrazu
Tak dziś widocznego
Z upadku obrazu
 
Gdy przyszłość przeraża
Coś się w ludziach zmienia
Czy będą wciąż twardsze
Ich serca z kamienia

Nikt nie wie

Fakty i opinie jak bańki mydlane
Wznoszą się tworząc chaos w umysłach
Jedne z nich pękną inne przenoszą się
Z wiedzą prawdziwą – nieprawdziwą  
Czy prawo będzie weryfikatorem
Czy fala fałszu co się rozprzestrzenia
Może stać się tą wyrocznią jedyną
I będzie tego chaosu przyczyną

Maski

dla świata jesteś
pogodnym typem
a w samotności
z demonem i mrokiem
raz się śmiejesz jak dziecko
co w bajki uwierzy
raz do bólu naiwne
aż strach ci włosy zjeży
nie pragniesz współczucia
wśród wielu to dziwne
co dla złotego jaja
gotowi na ruchy zrywne
aby wykluć go więcej
głoszą fałsz i dramaty
przyszłość ich nie obchodzi
najważniejsze prymaty

Czy kochamy naszą ziemię

Zadbam o naszą ziemię
Chętnie każdy tak powie
Czy ten stary czy młody
Chciałby zadbać o zdrowie
W teorii równie mądrzy
Lecz niejeden w praktyce
Zaszkodzi jej z lenistwa
Nie wierząc diagnostyce
Ocieplenie nam grozi                                         
I powietrze duszące
Zanik dzikiej przyrody
Lodowce spływające
W oceanach moc śmieci
A w nich tony plastiku
Ryby go zjadające
Już świat cały w zaniku
Jeszcze wirus nas dopadł
Może to doświadczenie
Kogoś czegoś nauczy
A zwłaszcza pokolenie
Dojrzeje i odmieni
To co dziś im zniszczymy
Sami wierząc swej mocy
Na zbawienie liczymy
 

Wzniosły i przyziemny

Człowiek osobliwość
W nim dobro i moc
Skała
I anioł
Czy może być więcej
Energią odwagą i wiarą
Dociera do ludzkich serc
Słowem i czynem
A nie obłudą…
Człowiek przyziemny
Fałszywym obrazem
Zimnym sercem
Zawiścią i knuciem
Pokazuje innych
W krzywym zwierciadle
Jemu trudno uwierzyć
W dobro
W pokorę
Kiedy sam jej nie ma
Najada się tym co zdobyli inni
Małymi krokami
Złośliwym uśmiechem
Sadystycznie szuka
Swojej  ofiary
 

Czas

Czas miewa tak wiele miar
Jest źródłem nagród i kar
Raz leci – jak wicher szalony
Raz wlecze – jak dzieciak znudzony
Raz płynie – bez ważnych zmian
Raz zmienia przyjęty stan
Czy warto było przez życie gnać
Czy zdrowiej  w miejscu bez lęku stać
Podążanie do celu
Ma swą wartość dla wielu
Ale kiedy zadasz pytanie
Brak odpowiedzi na nie
Niejednokrotnie sami nie wiedzą
Co ich gna – co sprawia że lecą

Książki