Pamięć
Idę Piotrkowską wśród starych kamienic,
wielkich symboli mych przodków, zwabionych
miasta rozwojem, gdzie drzwiami bez granic,
nacje wpuszczano, nie dzieląc wybranych.
Wspaniałe to dzieło Rembielińskiego.
Tkaczy tchnął wiarą, aby szli do Łodzi.
Trud wielu, Richtera czy Poznańskiego
sprawił, że przemysł potężny się zrodził.
Są Kindermanna, Schweikerta pałace,
Beczki Grohmana wśród cegieł czerwonych.
Wielkie majątki Scheiblera – połacie
hal włókienniczych dla miasta stworzonych.
Każda z tych nacji Łódź rozbudowała.
Cerkiew Newskiego, Fabrykę Meyera.
W Heinzla Pałacu ludność Łodzi chciała,
Aby w nim władze radzili – co teraz?
Idę Piotrkowską wśród starych kamienic,
Wielkich symboli mych przodków, zwabionych
Miasta rozwojem, gdzie drzwiami bez granic
Nacje wpuszczano, nie dzieląc wybranych.
Pomniki Wielkich Łodzian na Piotrkowskiej,
to hołd złożony tym, co tu tworzyli,
ta pamięć zawarta w postaci tak swojskiej,
zachęca przechodnia, by do nich się zbliżył.
To przy Ławeczce Tuwima przystają,
aby poecie nos potrzeć na „farta”,
to z jego wierszy Łódź odkrywają.
Pisał, że była to miłość uparta.
Z przemysłowcami pogwarzą przy stole,
o Łodzi, o tym, co można by zrobić?
Pałace, fabryki zmieniły role
i w nowej szacie będą miasto zdobić!
Reymont z kuferkiem na chwilę przysiada,
zerka na Ziemię… czyżby Obiecaną?
Wielce zdumiony nowe teksty składa,
widząc Łódź inną, jeszcze mu nieznaną.
Niezwykłe spotkania
To, co czuję z twarzy czytasz,
gdy mnie co dzień rżeniem witasz.
Gdy coś szepczę i mnie słyszysz,
o czym wtedy sobie myślisz?
Czy nakarmię, czy uczeszę,
twym widokiem się nacieszę,
coś opowiem o smuteczkach
i o takich tam bajeczkach.
Ja uwielbiam gadać z tobą,
tylko wtedy jestem sobą.
Smutki szybko gdzieś znikają,
w twoich oczach się chowają.
Z tobą lubię nawet ciszę,
patrzysz na mnie, a ja słyszę,
co mi radzisz, co chcesz teraz,
gdy tak o mnie się ocierasz.
Jeszcze byłem malusieńki,
słyszałem ze stajni dźwięki.
Z nimi rosłem, blisko ciebie,
a dziś obok masz już źrebię.
I z nim też się zaprzyjaźnię,
opowiem mu piękną baśnię.
Głębsze spojrzenie
Tak mało o sobie wiemy.
Pozostaje domniemanie.
I z zazdrości plotkujemy.
W oparciu o własne zdanie.
A gdyby tak spojrzeć głębiej.
Co się kryje pod fasadą?
To może z empatią częściej,
dałoby się służyć radą.
Której ludzie potrzebują.
Bo gdy się obcemu zwierzą.
I już karier nie lansują,
to rozmową ból uśmierzą.
Choć narzekań nikt nie lubi.
Bo dotyczy malkontentów.
To prawdy nie widzi głupi,
sądząc, że to mania sępów.
Żar z nieba
Idę po piasku tak blisko fal.
Stopy me chłodu są spragnione.
Woda łagodzi palący żar,
dając wytchnienie i obronę.
Horyzont błękitem się mieni.
W nim biel mew rysuje granice.
Niechętnie chcą siadać na ziemi,
to woda schładza je obmyciem.
Ich krzyk z szumem fal połączony,
zapisze się w pamięć obrazem,
jako ten, co pięknem natchniony,
staje się zachwytu wyrazem.
To pozostaje w pamięci
Pamiętam letnie dni,
ciebie razem ze mną,
to spojrzenie mi się śni,
jest podporą wierną.
Do tamtych młodych lat,
powrócić chciałabym,
to z życia piękny kadr,
ty wciąż będziesz w nim.
Kiedy zobaczyłam,
jak opiekujesz się,
istotą, jaką byłam,
zapragnęłam cię.
Szlachetność jest zaletą.
Nie każdy ją posiada.
Jest serca podnietą
i ona nim włada.
Ach ta Piotrkowska
Sercem Łodzi jest Pietryna.
Jej historia się zaczyna,
od wizji Rembielińskiego.
Nikt nie sądził, jaki z tego
będzie finał dla ulicy.
Jaka moc aglomeracji,
przez niespełna 200 lat,
zachwyciła cały świat.
Od Placu Niepodległości,
biegnie do Placu Wolności.
Sklepy, puby, restauracje,
struktury amerykańskie.
Fabryki, domy, pałace,
dobra całego nie zliczę.
Dzisiaj ma współczesne cele
i pomysłów jest tak wiele.
Ogródki gastronomiczne
i salony mody śliczne.
Spacer po niej, jak w Paryżu.
Czuć jej gwar i moc pejzażu.
Zabytkowe kamienice,
każdego nimi zachwycę!
Ma też rzekę Łódkę znaną,
wcześniej drogę wylotową,
w kierunku miasta Piotrkowa,
historia ją też zachowa.
W starych i nowych muzeach,
w wielu szatach w wielu scenach,
mieszkańcy to doceniają
i się za szczęśliwców mają.
Zrób to
Ty patrzysz tylko w ekran, mnie nie widzisz.
Brak wspólnych tematów, zaciekawienia.
A z moich żartów nieustannie szydzisz.
Czy to jest znak wspólny dla pokolenia?
Ja idę drogą wciąż pełną doświadczeń.
One wskazują co winno być ważne.
I choć mają często tak wiele znaczeń.
Radość sprawiają, zwłaszcza te odważne.
I także z punktu mojego widzenia.
Gdy zaciekawisz rozmową człowieka,
to nie dostrzegasz odrobiny cienia,
jakby dał znak ci, że wciąż na to czekał.
Pomocna dłoń
Jakie w lustrze masz odbicie
i czy ono najważniejsze?
Czy to jak biegnie twe życie?
A w nim troski coraz mniejsze.
Ilu mądrych poznasz ludzi,
drzwi do radości otworzą,
bo w nich zazdrość się nie budzi,
całym sercem dopomogą.
Pragniesz takich mieć przy sobie.
Do działania są pobudką.
Upływ czasu mknie bez żalu.
I nie czyni ciebie smutną.
Gdy zacności masz bez miary.
Innym z empatią podpowiesz,
co przynosi więcej wiary?
A jak sprawdza się – to sam wiesz.
Samotność
Samotność bywa twórcza,
czy przez wyciszenie?
W niej sięgasz głęboko,
czy po wybawienie?
To rozmowa otwiera,
drzwi krainy nieznanej,
ona jest inspiracją,
znajdujesz coś w każdej.
Lecz bez mrówczej pracy,
co nić tka pajęczą,
trudno kogoś omotać,
zachwycając jak tęczą.
Poszukiwanie
Czy poznam cię przypadkiem?
Czy też na portalach?
Może spędzę miło czas?
Niekoniecznie na balach.
Często rozczarowaniem,
kończy się to spotkanie.
Czy warto ryzykować?
Czy mieć nowe wyzwanie?
Bo to nie jest zbyt łatwe,
gdy pod uwagę bierzesz,
jak ludzie się zmieniają,
jak przed złem ustrzeżesz.
To materializm często,
jest tym, co dominuje.
Nie dobroć, a wygoda,
podnietą cel buduje.
A ja dziś, tak odmienna,
bez skutku poszukuję,
kontaktu z tym człowiekiem,
co godnością czaruje.









