• wywiad udzielony dla Echa Miasta
  • wywiad udzielony dla Radia Łódź
  • Strona z książki \
  • Artykuł w \
  • Artykuł w \
  • Artykuł
  • Artykuł

Zdjęcie z galerii

21

Księga Gości


michalfub
Fajna strona, nawet cieka...

Anitacask
Ostanio dużo czytam blogó...

Sonia
" WIOSNA W...

Barbara
Uleńko, musiało upłynąć ...

Jadwiga
i love your blog, very ve...

Odwiedzający

Aktualnie online: 1
Dzisiaj: 73
W sumie: 98543

Tagi

Archiwum autora: Urszula Kowalska

Święto Babci i Dziadka

SERCA HISTORIA
Z dziadkami zawsze wspaniale się czuję
To że są ze mną – sobie winszuję
Kiedy podrosłem zaczęli mnie pytać
Czy mógłbym pomóc w necie coś szukać
Teraz nie potrzebują już wsparcia
Świetnie sobie radzi dziadek i babcia
Do książki zachęcą – wierszem czarują
I tak moją mowę ojczystą budują
Zawsze ich cieszą poprawne zdania
I gdy podejmuję nowe wyzwania
Babcia choć tak niewinnie się śmieje
Sprytnie docieka – co w szkole się dzieje
Często ma rolę mej powierniczki
Czas mi poświęca i piecze pierniczki
A z dziadkiem inne pasje rozwijam
W sporcie w podróżach z nim sztamę trzymam
Kocham swych dziadków – dla nich poświęcę
Co tylko zechcą a nawet ciut więcej
Codziennie się staram – oni to wiedzą
Że w moim sercu – jak w twierdzy siedzą
Miłość do dziadków to nie teoria
Lecz najprawdziwsza serca historia

Ten dzień pozostanie w pamięci

Jedność buduje
 
Zbudzona nienawiść wypływa jak rzeka
Wokoło sieje zło – od dobra ucieka
Bywa inspiracją dla tych niespełnionych
Co niejedną cenę zapłacić gotowych
Ażeby wydumaną wielkość pokazać
Liczne klęski nieudolności wymazać
Oni pełni zazdrości i nienawiści
Pragną zniszczyć każdego co blaskiem zalśni
Żal – że ta dobroć z którą się urodzili
Nie przezwycięży zła – tego co nabyli
Należy mieć tylko cudowną nadzieję
Że ta chwila z tragedii – ziarno zasieje
Które zrodzi nowe na życie spojrzenie
- To w jedności szansa na godne istnienie

Zima nie sprzyja zwierzętom

Czaruś
znalazłaś mnie w ogromnej zaspie
zostawili najsłabszego
miałem futro czarne i to właśnie
twój wzrok przyciągnęło
wzięłaś mnie w ciepłe dłonie
ogrzewałaś  oddechem
dałaś mleko i posłanie
i nazwałaś czarusiem
zaczynałem komuś wierzyć
dalej było jak we śnie
mogłem obok się rozłożyć
głaskałaś i tuliła mnie
czasem chodzi mi po głowie
jak w przypadku szczęście drzemie
warto było marznąć w śniegu
by w nagrodę dostać ciebie
 

Nie zgubić marzeń

 
W kretonowej sukience
biegłaś w blasku słońca
ono na twej twarzy
pozostało do końca
tyle burz  pokonałaś
z tym promiennym uśmiechem
wiatrem chmury rozpraszałaś
ogrzewałaś  oddechem
wspierałaś słowami
ludzi na zakręcie
oni oddawali
swe serce w podzięce
to że mogłaś pomóc
szczęście ci dawało
i też nie wiedząc skąd
do ciebie wracało
pieniądz nie był kluczem
do serca twojego
nie kupili cię niczym
nie skusili do złego
gdy pytali jak zdobyć
niezwykłą serca prawość
mówiłaś być potrzebną
z tym przychodzi radość

Wieloznaczność

 
Siła wyrazu
 
patrzysz w milczeniu
w dialogu bez słowa
grą twoją bywa
wieloznaczna wymowa
słów cofnąć się nie da
znaczenia spojrzeń
nietrudno zagmatwać
kwestia wyuczenia
obserwator nie wie
czy trafił
czy chybił
intencję rozszyfrował
czy ją  zapodział

 

Pokolenia

 Opoka
Prababka była zawsze
włosy w kok
bez ozdób
zatarte ślady dawnej urody
w zmarszczkach kryła się tamta codzienność
bez okularów
z nieodłączną książką
głową nisko pochyloną
czytała historie których nie doświadczyła…
o życiu wiedziała wiele
bardzo wiele
była jak opoka
fascynowała żywym obrazem…
minęły lata – bez niej
nikt nie był tak blisko.

Refleksja na dzisiaj

Dziobanie
ludzkie dziobanie
non stop ma branie
dziobią z góry
dziobią z dołu
tak pospołu 
dla sukcesu
dla pieniędzy
dla zaspokojenia żądzy
dziobią dzieci rodziciela
do trzydziestki – bagatela
a szefowie pracowników
dziobią media polityków
koleżanki i koledzy
każdy kogoś gdzieś wyśledzi
z tego psują się przyjaźnie
kogoś skopiesz
będzie raźniej
wzmacnia się nędza duchowa
bez wątpienia
dziś masowa
i tak myślę
świat zwariował
co cenne
zdymisjonował

Uchronić od zapomnienia

Przemijanie 
 
o śmierci mówić nie wypada
choć myśl ta drąży mózg
lżej kiedy się wygadasz
jakbyś rzucał w morze i usłyszał plusk
a kiedy nadchodzi
chwila nieuchronna 
spieszysz się by zdążyć
ostatni wysłać list
rozwiązać parę spraw
…..
czas nagradza każdy dzień
liczysz tygodnie
oczekiwanie staje się udręką
żyjesz myślą
jak przeżyć jutro
dawki leków odmierzają czas
ciało przestaje cię słuchać
w głowie już tylko jedna myśl:
- kiedy?
i…
niechby się wreszcie to stało!
…..
przyszedł dzień
ciało w proch się zmieniło
ucichli nieżyczliwi
szloch dramatem cieni
fragmenty myśli
w błyskach wspomnień
chwil najcenniejszych
pozostaną echem
mądrości deszczem
….
uwolniona dusza
poszybowała

Czas zacząć przygotowania do Świąt

Wigilia
Już choinka na balkonie,
skromnie czeka nim zapłonie.
Zaraz wniosą do salonu,
gdzie zapachów w całym domu:
- Karp smażony i śledziki,
z łazankami borowiki,
w zupie pachną smakowicie,
dla niej tracąc leśne życie.
I pierogi, półksiężyce,
jakby cięte przez nożyce.
A makiełki  wymarzone,
bakaliami okraszone.                             
Od zapachów ssie w żołądku.
A choinka czeka w kątku,
i gałązki swe rozkłada,
do igiełek coś tam gada.
Wtem jej zapach się rozchodzi,
jest tak silny, że dowodzi.
Stroić ją zaczęto wreszcie,
obsypując ozdób deszczem.
W lampki, w bombki a lameta,
wirowała, jak kometa.
Pierwsza Gwiazdka zaświeciła,
i do stołu zaprosiła,
by podzielić się opłatkiem,
z rodzicami, babcią, dziadkiem.
Skosztować potraw dwanaście,
i zaśpiewać kolęd naście!
Wreszcie dzieci niecierpliwie,
patrząc, myślą ciut lękliwie:
- Czy Mikołaj listy czytał,
z prezentami będzie witał?
Aż tu przybył z workiem wielkim,
nie dał zwieźć się minkom wszelkim,
sam wypatrzył dzieci grzeczne,
chcąc nagrodzić je koniecznie.
Łobuziakom palcem groził,
lecz im rózgą nie przyłożył,
obiecali wszak solennie,
że grzeczni będą codziennie.
Dzieci paczki otwierają,
szarpią, wstążki urywają,
niecierpliwość zwyciężyła,
wnętrze paczki odsłoniła.
Nie opowiem co w nich było,
czasu by nie wystarczyło.
Mikołaj zadowolony,
skłonił się, bo już spóźniony,
pędził do kolejnych dzieci,
na swych saniach wśród zamieci!
 

Równowaga – pomaga

Duży brzuch i krótkie nogi
Obraz w szczegółach ubogi
A mam – dodać tu wypada
Ze słuchem problem nie lada
O pamięci już nie wspomnę
Wiecznie o podpowiedź skomlę
Ale nie wiem czemu wkoło
Z ludźmi zawsze mi wesoło
Promienny uśmiech tak żywy
Nie poparzy jak pokrzywy
I empatia dla drugiego
Nie każdy ma coś takiego
Ile z nią można dokonać
Spróbuj – aby się przekonać

 

Książki