• wywiad udzielony dla Echa Miasta
  • wywiad udzielony dla Radia Łódź
  • Strona z książki \
  • Artykuł w \
  • Artykuł w \
  • Artykuł
  • Artykuł

Zdjęcie z galerii

3

Księga Gości


michalfub
Fajna strona, nawet cieka...

Anitacask
Ostanio dużo czytam blogó...

Sonia
" WIOSNA W...

Barbara
Uleńko, musiało upłynąć ...

Jadwiga
i love your blog, very ve...

Odwiedzający

Aktualnie online: 0
Dzisiaj: 7
W sumie: 266493

Tagi

Wizyta w Fundacji Gajusz

Dzień w którym otworzyłam oczy
Zbliżały się Świętą Bożego Narodzenia i któregoś dnia wraz z przyjaciółką postanowiłyśmy złożyć wizytę w „Pałacu Hospicjum Dla Dzieci Gajusz”. Czytałam, że są tam dzieci z niewielką szansą na wyzdrowienie, czy choćby samodzielność w najprostszych czynnościach. Ale mimo to chciałam przekazać każdemu dziecku  książeczkę. Wpisywałam imienne dedykacje a pielęgniarka podając imiona pensjonariuszy, mówiła o ich stanie i cechach charakterystycznych. Wiedziałam, że dzieci same po nią nie sięgną, ale mogą liczyć na pomoc wolontariuszy. Nie ukrywam, że miałam obawy, czy dam sobie radę? Miałam wciąż w pamięci spotkania w domach dziecka, gdzie po krótkim, wzrokowym kontakcie z dziećmi, ukrywałam się przez dłuższy czas w pokoju gościnnym, żeby dzieci nie widziały moich łez. Nie byłam w stanie opanować wzruszenia i trudno mi było czytać wierszyki i nie zauważać, jak dzieci za wszelką cenę pragną zwrócić na siebie uwagę gościa. Doskonale zdawałam sobie sprawę jak potrzebowały, chociaż przez chwilę, posiadania kogoś wyłącznie dla siebie. Tutaj nie miałam takich obaw, bo kiedy skończyłam wypisywanie książeczek, i obeszłyśmy wszystkie pokoje razem z pielęgniarkami, by zatrzymać się przy którymś dziecku i poczytać mu wiersze czy opowiadanie, to co zobaczyłam poraziło mnie. Dzieci wyglądały, jakby spały, jakby nie reagowały na czyjąś obecność. W tych kolorowych , pięknych salach leżały, jak ogrom  nieszczęścia. Nieruchome z otwartymi szeroko oczami i jak do krzyku rozwartymi ustami. Jedno miało zniekształconą główkę przez wodogłowie, inne było jak szkielet wydający, co jakiś czas odgłos duszenia się, bo nie umiało samodzielnie przełykać śliny.
Zatrzymałyśmy się przy chłopcu, przeniesionym z Kliniki Budzik. Pielęgniarki upewniały nas, że słyszy i rozumie. Miał 18 lat. Zaczęłam mu czytać opowiadanie o Łodzi a później wiersze. Po krótkim czasie przerwałam czytanie i cichym głosem spytałam, czy mu się podoba, to co czytam i czy chce, abym czytała dalej? – Daj mi znak – poprosiłam.
Ku mojemu ogromnemu zdumieniu, chłopiec na sekundę opuścił powieki, by zaraz je podnieść.
- Widziałaś, widziałaś!? – pytałam przyjaciółkę, nie mogąc ukryć radości. A może to był tylko przypadek? – pomyślałam i po jakimś czasie powtórzyłam pytanie.
I znów ten sam ruch powieką. Byłam szczęśliwa radością, która ogarnia człowieka, kiedy dokona czegoś wyjątkowego. I zaraz też zrozumiałam dlaczego pracujące tu pielęgniarki są wciąż uśmiechnięte i pełne czułości dla swoich podopiecznych.
Po powrocie do domu nie byłam w stanie myśleć o niczym innym. Siadłam i napisałam wiersz. Musiałam wyrzucić z siebie te kłębiące się myśli i znaleźć w tym wszystkim sens. Zobaczyłam nadzieję w jednym bezcennym mrugnięciu, które jakby wskazać mi miało właściwą w życiu drogę. Co jest ważne, o co prosić i za co dziękować?
Zrozumieć
Porzucone , a mogły być całym światem.
Oddane ze strachu, wygody czy wstydu?
Ofiarowują swoją samotność, swoje cierpienie.
Widzą słyszą czują.
Kiedy nie chcą -to płaczą, kiedy pragną – to cichną.
Czasem zamrugają oczami, czasem pod dotykiem dłoni nieruchomieją.
Czy takie istoty nadzieje zasieją?
Czy mając tylko czarną stronę życia, życia na granicy, coś wówczas się liczy?
Może ich świat bogatszy od naszego?
Jednym nie dany, drugim zabrany.
Coś pęka, nikt nie wie co będzie, nikt nie wie dlaczego?
A ty patrzysz….
W jednej chwili przerażony beznadziejnością w drugiej pełen euforii i szczęścia,
bo spada jak gwiazdka maleńki gest, drgnienie ust, które zdaje się być uśmiechem.
I wtedy już wiesz, co w życiu jest ważne, o co prosić i za co dziękować?

Książki