• wywiad udzielony dla Echa Miasta
  • wywiad udzielony dla Radia Łódź
  • Strona z książki \
  • Artykuł w \
  • Artykuł w \
  • Artykuł
  • Artykuł

Zdjęcie z galerii

21

Księga Gości


michalfub
Fajna strona, nawet cieka...

Anitacask
Ostanio dużo czytam blogó...

Sonia
" WIOSNA W...

Barbara
Uleńko, musiało upłynąć ...

Jadwiga
i love your blog, very ve...

Odwiedzający

Aktualnie online: 0
Dzisiaj: 124
W sumie: 266486

Tagi

Pomnik Rajmunda Rembielińskiego w Łodzi

Kiedy realizowałam swój projekt w postaci książki dla dzieci o Łodzi- Łódzkie czary-mary, napisałam opowiadanie o R. Rembielińskim, a teraz przeczytałam o pomniku, którego odsłonięcie nastąpi w sobotę.  Obiekt składa się z sylwetki Rajmunda Rembielińskiego, tak ważnej postaci w historii miasta oraz kopii pierwszej mapy Łodzi pochodzącej z 1823 roku, która była wykonana na zlecenie R.Rembielińskiego. Spełniło się moje marzenie:-))) A oto opowiadanie:
Rajmund Rembieliński i jego Łódź
Wracając ze szkoły, Marta podsłuchała rozmowę dwóch chłopców ze starszej klasy. Jeden z nich skarżył się, że nauczyciel zadał do domu wypracowanie na temat:
„Co wiesz o twórcy Łodzi przemysłowej?”
– Znowu to grzebanie w książkach! – chłopak warknął ze złością.
Marta nie mogła się doczekać, kiedy zapyta mamę o tego tajemniczego twórcę. Już przy drzwiach zaczęła z przejęciem:
– Mamusiu, czy ty znasz twórcę Łodzi przemysłowej?
– Oczywiście, a dlaczego pytasz?
– Bo tacy, no wiesz, starsi chłopcy zupełnie nie wiedzieli, kto to jest. A kto to był, mamusiu?
– To Rajmund Rembieliński – powiedziała mama. – Naprawdę niezwykły człowiek.
– A czemu właściwie był taki niezwykły? – dopytywała się dziewczynka.
Mama usiadła w fotelu, uśmiechnęła się i zaczęła opowiadać. Pracowała w muzeum, a historia Łodzi to była jej największa pasja!
– Do naszego miasta Rembieliński trafił w 1820 roku. Wtedy nie było to właściwie miasto w naszym dzisiejszym rozumieniu. Łódź była maleńką mieściną, a wokół szumiały lasy i płynęły bystre rzeczki. Pan Rembieliński od pierwszej chwili po prostu się w Łodzi zakochał. To, co zobaczył, uznał za ogromne bogactwo.
– Jakie bogactwo? W lesie? – dziwiła się Marta.
– Tak, córeczko, bogactwo. Wystarczające, aby zachęcić tkaczy do osiedlenia się tutaj. Woda i drewno to podstawa rozwoju osadnictwa, bez tego trudno byłoby w ogóle myśleć o rozwoju przemysłu. A Rembieliński marzył, że tkacze będą mieszkać w nowej osadzie włókienniczej i że będą pracować w jej pierwszych fabrykach. Pomyślał też, że trzeba będzie ich jakoś do tego zachęcić, dając na przykład przywileje.
– A co to, mamusiu, są przywileje?
– Przywileje są trochę jak prezenty. W tym wypadku prezentem była ziemia, na której każdy, kto chciał tu pozostać, mógł wybudować dom, a w dodatku przez 6 lat nie płacił żadnego podatku!
– To pan Rembieliński był prawie jak król!
– No, niezupełnie, on tylko składał rządowi raporty w tej sprawie, a rząd podejmował decyzje. A ponieważ R. Rembieliński cieszył się dużym zaufaniem, jego propozycje były zwykle szybko i pozytywnie realizowane.
– A jak on wyglądał, mamo? Czy był takim wesołym grubaskiem jak nasz wujek Tadzio, który pracuje w sejmie?
– Nie, to był szczupły, niewysoki pan. Miał bystre spojrzenie i surowy głos, mało kto próbował mu się przeciwstawić. O, popatrz tylko, mam tu jego portret.
Mama sięgnęła do jednej ze stojących na półce książek. Marta spodziewała się kolejnego surowego oblicza, znała już ze szkoły dziesiątki takich portretów. Tymczasem z okrągłego obrazka patrzył na dziewczynkę miły pan z nieco rozwichrzoną fryzurą. W mądrych oczach zdawał się czaić uśmiech. Ten Rembieliński wyglądał naprawdę sympatycznie. Może nic dziwnego, że mama mówiła o nim tak ciepło i z taką dumą!
– Czy on urodził się w Łodzi, tak jak ja?
– Nie, mówiłam ci już, kochanie, że przyjechał tutaj dopiero w 1820 roku. Miał już wtedy 45 lat. Urodził się w Warszawie, w bogatej rodzinie szlacheckiej.
Mama znów podeszła do regału.
– Chcesz, to trochę ci o nim poczytam.
Marta skinęła głową. Ten Rembieliński naprawdę ją zaciekawił.
– Rembieliński wcale nie miał łatwego życia. Jako ośmioletni chłopiec został sierotą i musiał bardzo szybko wydorośleć – mówiła mama podnosząc głowę znad książki. Uczył się w Korpusie Kadetów. Wiesz, to była taka szkoła dla chłopców, trochę jak dzisiejsze liceum, ale uczono tam nie tylko matematyki i geografii, ale także przedmiotów wojskowych oraz, wyobraź sobie, tańca i dobrych manier!
– Niezła szkoła! Szkoda, że dzisiaj chłopaków nie uczą dobrych manier! – roześmiała się Marta.
– Rembieliński ukończył tę szkołę ze złotym medalem – mówiła dalej mama. Był wszechstronnie wykształcony i mówił w kilku językach obcych, pisał poważne dzieła naukowe, a nawet sztuki teatralne! Znał osobiście Tadeusza Kościuszkę i księcia Józefa Poniatowskiego. Bardzo dużo pracował, ale miał też swoją rodzinę. Urodziło mu się dwóch synów, Aleksander i Eugeniusz.
– A co z naszym miastem, mamusiu? Czy te lasy i rzeczki ludzie jakoś wykorzystali?
– O, tak! Dzięki wyobraźni i pracy Rembielińskiego Łódź stała się potęgą przemysłową. Podziwiano ją w całej Europie! Drzewo z okolicznych lasów wykorzystywano na budowę domów dla osadników, a rzeczki dawały energię, która poruszała krosna. Każdemu, kto mógł być przydatny dla wielkich planów związanych z Łodzią, Rembieliński udzielał pożyczek, a nawet dawał własne pieniądze! Robił projekty domów i wytyczał nowe ulice. Sprawami Łodzi zajmował się aż do swojej śmierci. Poświecił jej 20 lat życia, ciesząc się wzrostem prestiżu i potęgi miasta.
– Ojej, to był naprawdę pierwszy wielki łodzianin!
– Wiesz, on tutaj nigdy nie mieszkał. Ale faktycznie to pierwszy wielki, honorowy łodzianin – powiedziała mama.
– Łódź na pewno pamięta o swoim twórcy, prawda? Gdzie jest jego pomnik? – dopytywała się Marta.
– Widzisz, właściwie to nie ma pomnika. Jest natomiast ulica Rembielińskiego. Już w 1860 roku jedną z ulic nazwano imieniem twórcy miasta. Car zabronił wprawdzie nazwania ulicy pełnym imieniem i nazwiskiem Rembielińskiego, ale sprytni łodzianie znaleźli sposób, by przechytrzyć ówczesne, obce władze. Uliczkę nazwano Aleją Świętego Rajmunda. Wiesz, Martusiu, to ta krótka ulica na wprost Hali Sportowej. Dzisiaj Rembieliński jest też patronem X Gimnazjum przy ulicy Harcerskiej.
– I to już wszystko, mamusiu?
– Wszystko – westchnęła mama. Nie ma w Łodzi nic więcej, co by upamiętniało tego wspaniałego, mądrego człowieka. Zmarł w  osamotnieniu w lutym 1841 roku, w domu swojego brata, Wiktora. Pochowano go razem z rodziną w Jedwabnem, w Ziemi Łomżyńskiej.
– Mamusiu, proszę cię, zróbmy coś dla niego! – Marta spojrzała na mamę, pełna wiary w jej nieskończone możliwości.
– A co właściwie chciałabyś zrobić? – zdziwiła się mama.
– Jeszcze nie wiem, ale się zastanowię. Zaraz jutro porozmawiamy o tym w klasie! Na pewno coś wymyślimy!

Książki