Uśmiechaj się
Uśmiechem zdobywasz ludzi,
gdy ciepło wypływa z wnętrza,
gdy nie ma w tobie zazdrości,
sukces innych – nie rozjątrza.
Uwierz, pomaga też tobie,
bo umysł wpływa na ciało,
szybciej goją się rany,
zapomnisz, co cię bolało.
A dobro często powraca,
tego nie raz doświadczysz.
Gdy oddasz komuś przysługę,
dostaniesz to, o czym marzysz.
Obrazy miłości
Jaki obraz ma miłość?
Nie ma płci nie ma wieku.
Gdzie rodzi się miłość,
w głowie w sercu na czeku?
Czy pojawia się nagle,
czy wraz z wiosną kiełkuje
i uderza jak piorun,
czy może kalkuluje?
Czy będzie niewinna,
dozgonnie oddana?
Czy zrodzi zamieszanie,
pozostanie rana.
Refleksja
W nowym roku nowe wyzwanie
Widzisz smutne dzieci spójrz na nie
Pomyśl, jak mądrze pomóc możesz
A sam o sobie też się dowiesz
Czy to empatia, doświadczenie
Czy dziedziczone to korzenie
Spójrz na te zubożone uczucia
Wiele wątków masz do wysnucia
Gdy poznasz, że dobro powraca
A twoje wnętrze też wzbogaca
Nie będziesz już miał wątpliwości
Że warto dać garść swej miłości.
Zmiana
Rodzina rozpada się powoli
Jednym obojętne, drugich boli
I myślą co powodem jest tego
Że ich relacje są do niczego.
Już nie ma z bliskimi dawnych spotkań
A raczej jest coraz więcej rozstań
Brak szczerych rozmów, uczuć, kontaku
Tylko telefon- złość i brak taktu.
Świat taki powoli się zatraca
Co już odejdzie to nie powraca
Ludzie sobie bliscy – zapomnieli
Co z dawnych tradycji -już wycieli.
Obudzony
Nadszedł mróz rozbielił obraz
pośród oszronionych liści
starzec stał i marzył o czymś
co już może się nie ziścić.
Oparł się o słup werandy
o zmurszałe stare drewno
skrzące się w blasku porannym
połączone z mrozem w jedno.
Nagle śpiew zakłócił ciszę
oczy starca łzą zamglone
nie dostrzegały niczego
słuchał opierając dłonie.
W śnieżnym puchu skacze sójka
naśladując ptaki inne
jakby śpiewała ich dwójka
a sama siadła niewinnie.
I ich oczy się spotkały
jej wesołe jego smutne
od wspomnień tak zmatowiały
w samotności życie nudne…
Lecz po chwili zaiskrzyły
jego myślą rozbudzone
miłości poszukać muszę
by życie było spełnione.
Droga
Idziesz nie wiedząc co za zakrętem
Zaskoczą wyboje
Olśni gładkość lustrzana
A może podążasz
Bo wskaże ci drogę
Ktoś w pamięć wpisany
Ktoś zaufany
Gdy nie masz przewodnika
Ryzyko jest twym znakiem
A wierząc w przeznaczenie
Raz idziesz prosto
Raz zygzakiem
Zawsze pełen nadziei
Że marzenia się spełnią
Nawet gdy nie zawsze ktoś je docenia
Twoja droga przez życie
Nigdy się nie zmienia.
Wzbogacający sen
Sądząc, że to zwidy jakieś,
na wypadek zmawiasz pacierz.
Nastał w życiu nocodzień,
nie ma nocy, przepadł sen.
Co było kiedyś marzeniem,
dzień najdłuższy z krótkim śnieniem.
Gotowa byś magii użyć,
by czarami dzień wydłużyć.
I się stało, dnia przybyło,
na początku było miło.
Ale później przyszła nuda,
czytać dłużej się nie uda,
w głowie myśli wirowały,
oczy też się buntowały.
Gasł entuzjazm dawnych chęci
i rosły luki w pamięci.
Kiedy człowiek jest już stary,
noc jest magią, niesie dary,
scen utkanych z przyjemności,
spektakle wieloznaczności.
Bez snów co uduchowiały,
wciąż wstawałbyś osowiały.
Czas tak szybko wszystko zmienia,
przeobraża też marzenia.
I cierpliwość się opłaca,
mijający czas wzbogaca.
Mój skarb
Jaka byś nie była,
kim byś nie została,
to zawsze mi będziesz,
jak ta perła biała.
Piękna i szlachetna.
Mój najdroższy skarb.
W obraz Twój wpatrzona,
wiem, jak wiele jest wart.
Tyś dla ducha mego,
bodźcem do działania
i właśnie dlatego,
zło każde przesłaniasz.
By spełnić marzenia,
otrzymasz me wsparcie,
pokonasz przeszkody,
nie będzie szat darcie.
Uwierz własnej sile,
tak cię wychowałam.
Wszystko jest możliwe,
jeśli będziesz chciała.
Czas na Wigilię
Już choinka na balkonie, skromnie czeka nim zapłonie.
Kiedy wniosą do salonu, czuje zapach w całym domu:
- Karp smażony i śledziki, z łazankami borowiki,
w zupie pachną smakowicie,zapach daje leśne życie.
A pierogi, półksiężyce, jakby cięte przez nożyce.
Są makiełki wymarzone, bakaliami okraszone.
Od zapachów ssie w żołądku.
A choinka czeka w kątku i gałązki swe rozkłada, do igiełek coś tam gada.
Aż zapachniało choinką, taką lasu odrobinką.
Stroić ją zaczęto wreszcie, obsypując ozdób deszczem.
W lampki, w bombki a lameta, wirowała, jak kometa.
Pierwsza Gwiazdka zaświeciła i do stołu zaprosiła,
Czas podzielić się opłatkiem, z rodzicami, babcią, dziadkiem.
Skosztować potraw dwanaście i zaśpiewać kolęd naście!
Wreszcie dzieci niecierpliwie, patrzą na drzwi ciut lękliwie:
- Czy Mikołaj listy czytał, z prezentami ich powita?
Wreszcie przybył z workiem wielkim, nie dał zwieźć się minkom wszelkim.
Sam wypatrzył dzieci grzeczne, chcąc nagrodzić je koniecznie.
Łobuziakom palcem groził, lecz im rózgą nie przyłożył,
obiecali wszak solennie, że grzeczni będą codziennie.
Dzieci paczki otwierają, szarpią, wstążki urywają,
niecierpliwość zwyciężyła, wnętrze paczki odsłoniła.
Nie opowiem co w nich było, czasu by nie wystarczyło.
Mikołaj zadowolony, skłonił się, bo już spóźniony,
pędził do kolejnych dzieci, na swych saniach wśród zamieci.
Fortuna kołem się toczy
Człowiek to dziwne zjawisko
Skrajnie różni się, jak sądzę
Jeden za honor da wszystko
Drugi sprzeda za pieniądze
Fortuna obraz mu kreśli
Postrzega jej wizerunek
Swej nasyconej pychy
I trudno znaleźć ratunek
Kiedy wszystko kalkuluje
Za kim iść – kto zysk mu wniesie
Gdy nie sercem się kieruje
Lecz grą intryg w interesie
Często ruch ten zgubny bywa
Kiedy z czasem wszystko minie
I skończą się płodne żniwa
Za brak dobra zło wypłynie
Mówią, że dobro powraca
Gdy krzywdzimy – to za chwilę
Dotknie nas spora zapłata
Nie wystarczy wyznać winę









