Memento
Nauka to nie definicje
Zakuj- zdaj- zapomnij – nie znaczą
To te rozważne dywagacje
One przyszłości świata uczą
Szkoła nie ma być źródłem stresu
Rujnowania w depresji życia
Z chorobliwego moresu
Nie poznasz strategii przeżycia
Bo każdy ma prawo się mylić
Nawet wybitny specjalista
Kto chciałby bezmyślnie szydzić
Nie wart czasu – rzecz oczywista
W każdym punkcie ważna empatia
Co pozwala zrozumieć innych
Postępować zgodnie z sumieniem
Gdy sam krzywdzisz nie szukaj winnych
Tylko zajrzyj w siebie głęboko
A odnajdziesz drogę właściwą
Podążając nią bez potknięcia
Nie wątpiąc, że jest uczciwą
Moc jest w tobie
Kiedy snujesz swe wspomnienia,
w nich o mistrzach w tamtym czasie,
to co można myśleć o nich,
to, że mieli coś w swej klasie.
Dziś wyzwaniom chciałbyś sprostać,
bo budzili fascynację.
Na troskę ludzi stawiali,
dziś ją mają za dewiację.
Dyskusja była motorem.
W niej odkrywali talenty.
Odwagę tych co myśleli
i co grze dało akcenty.
Aby ponieść się fantazji,
by na jej drodze dorastać,
tłumiąc opór, idąc w siłę,
ale fortuną nie szastać.
Dziś mistrz różne ma oblicza,
chciałbyś go za przewodnika,
by otwierał nowe drogi
by potencjał twój nie znikał.
I po stopniach idziesz w górę,
wiara cię w tym poprowadzi,
gdy rozszerzasz horyzonty,
to twój instynkt cię nie zdradzi.
Przyzwolenie
Nie zatrzymuj dziecka złości,
jednym słowem się nie uda,
trzeba więcej mu czułości,
to dla wszystkich ważna próba.
Gdy go w gniewnym widzisz stanie,
zanim pojmiesz co się stało,
nic nie zwalczysz przez żądanie,
słowo – przestań, to za mało.
Lepiej powiedz, że rozumiesz,
że ma prawo do frustracji,
gestem daj znak, że współczujesz,
gotowy do negocjacji.
Kiedy ma u ciebie wsparcie
i na pomoc może liczyć,
w mig nastąpi łez otarcie
i przestanie się już droczyć.
Przyzwolenie na rozterki,
co w różnym wieku bywają,
na co nie pomogą leki,
skuteczniej leczysz rozmową.
Podstawa sukcesu
Czy sukces w życiu zależy,
od intelektu jedynie?
A sterowanie emocją,
nie szybko, lecz umiejętnie.
Mózg nami zwykle steruje,
lecz kiedy poznasz prawidła,
powstrzymasz trudne emocje,
wówczas nie wpadniesz w ich sidła.
Przemyślisz co jest najlepsze,
robiąc dalej krok właściwy,
nie popadniesz w tarapaty,
wywołując efekt mściwy.
Powstrzymana niecierpliwość,
w spokoju wyostrzy zmysły
i zdziwiony efektami,
podasz kolejne pomysły.
Ten czas
Zamknięta w pudle
Bez winy żadnej
Jest coraz nudniej
W psychice marniej
Tak jak u więźnia
Choć nie ma celi
Myśl się zawęża
Nic nie weseli
Tylko przeraża
Gdy wciąż cię straszą
Stracona gaża
Wirusa mnożą
U jednych postrach
U drugich mara
W takich zawrotach
Człowiek się stara
Spokój zachować
Myśląc rozważnie
W głowie notować
Wszystko co ważne
To co się dzieje
Wciąż zaskakuje
Czy coś zasieje
Czego brakuje
Fenomen Gwiezdnych Dzieci
Nie rozumiem, dlaczego?
Nie pojmuję przyczyny,
świat zmienia się na gorsze,
kogo za to obwinić?
Ktoś rzekł – ty jak dzieciak,
zła doświadczasz – i marzysz,
że dobro powraca.
Wiedz, że nie raz się sparzysz.
Trzeba myśleć rozsądnie,
aby nie być skrzywdzonym,
świat wypełnia egoizm,
wszystko wydrze pokornym.
Dając – dzielisz się mocą,
tego Gwiezdnego Dziecka,
co empatię rozsiewa,
z ziemską pychą się zmaga.
Zostaniesz wiecznym dzieckiem,
nie wyrośniesz już z niego,
lecz gdy będziesz miał przyjaciół
to nie zginiesz kolego.
Kocia natura
Był mym kotem ukochanym
Uwierzyłam, że oddanym
Tylko miauknął i miał wszystko
Tak wdzięczyło się kocisko
Łasił się, ogon zadzierał
Kiedy nie chciał – się upierał
A jak miział miękkim futrem
Nie przejmowałam się jutrem
Raz w oknie usiadły wrony
Miauknął niezadowolony
Chcąc go uspokoić ździebko
Podawałam w misce mleko
A on łapą mnie zadrapał
I wszystko z miski wychlapał
Myślę co w niego wstąpiło
Jakże krótko było miło
Nie znałam go od tej strony
Zdał się miły – nie szalony
Kiedy pomyślałam chwilę
To rozgryzłam kocią żmiję
Co udaje oddanego
Aby dostać coś pysznego
Lecz przychodzi taka chwila
Gdy z natury wyjdzie szpila
Na pozór
Ona była głębsza – silna
Raz dorosła raz dziecinna
Chciało patrzeć się bez końca
Miała w sobie tyle słońca
Świeżość deszczu powiew wiatru
Było też w niej coś z teatru
Prawda to – czy pozowanie
Że jej radość to dawanie
I o smutku pleść nie chciała
Dręczyć bliskich obawiała
Każda myśl budząca trwogę
Nie wpływała na jej drogę
Siła w niej była motorem
Obraz kruchości – pozorem
Duchowe zubożenie
Kłamstwo tworzysz z okruchów prawdy
Manipulujesz przekształcając
Tak oszukujesz nieuważnych
Przyjmują wszystko – okruch mając.
Po co kłamiąc, ludzie to robią?
Chcąc posiąść władzę nad innymi?
W długim czasie to się nie uda
Ktoś sprytniejszy będzie nad nimi.
Dziś pytam czy to zbyt naiwne
Wierzyć, że jeszcze jest uczciwość?
Ta wiara chroni od przygnębienia
Drążącej myśli – czym jest wolność?
Pomroczność kręgi zatacza
Ty silna wiatrem, co rwie korzenie.
Ty z mocą skały, co nie kruszeje.
Wrażliwa zmysłem kompozytora.
Pełna oddania, gdy przyjdzie pora.
Lecz zobacz jądro zła, co wiatr sieje.
Sprawia, że szybko wszystko rdzewieje.
Godność, empatia, zwykła moralność
Znika – rozrasta się tylko chciwość.
Człowiek człowiekowi stał się wilkiem.
Dobro traci uznanie – jest pyłkiem.
Ten, co je świadczy, już się nie liczy.
Przyszłość widziana w czarze goryczy.
Pomroczność w świecie kręgi zatacza.
Dla wielu ważna wygodna dacza.
Po nich niech stanie się choćby potop
Co jest dla innych, to nie ich kłopot.
Ważna wygoda a z nią bezkarność.
Tak się rozrasta dziś ludzka marność.
Empatia nic dla wielu nie znaczy
Drwią z naiwnych, tych drobnych ciułaczy.









