Wieczór autorski
Serdecznie zapraszam na kolejne spotkanie autorskie, tym razem w ramach Złotnianego Dyskusyjnego Klubu Książki. Mam nadzieję, że rozmowa o książce "Łódzkie korzenie", gdzie opisuję historię praprawnuczki Izraela Poznańskiego w oparciu o pamiętnik bohaterki - Elżbiety Grenier, będzie interesująca i zechcecie Państwo wziąć udział w dyskusji.
Miejsce spotkania: Biblioteka ul. Garnizonowa 38.
Brak słów
Ostatnio trudno być obojętnym na to, co się dzieje w kraju. W ludziach budzą się lęki i nawet okres świąteczno-noworoczny nie daje radości. I tak powstał ten wiersz:
Żal patrzeć i słuchać
W polityce “autorytety”
– to słowa tylko, niestety!
Musimy wreszcie powiedzieć: dość!
Bo w tym, co mówią, rozumu za grosz.
Krzyczą o patriotyzmie…
Kto za dobrą monetę to weźmie?
Chorych wielu na rządzenie
– I to budzi przerażenie!
Oczy hieny, podłe gesty,
W kółko powtarzane teksty.
I ten uśmiech, sławy głodny,
Z brakiem rozumu – bezpłodny.
Gdy odwagi masz choć trochę,
Przegoń szybko tę hołotę!
Niezwykły kamień
Zaklęty w kamieniu
Ujrzałam cię nad brzegiem morza
Na rozgrzanym piasku leżał kamień
Byłeś wtopioną w niego muszlą
Wpatrzona w twój profil
Pytałam kim jesteś
Przodkiem sprzed wieków…
Teraz jesteś mój
Zaklęty na wieki
Wychowywanie
Przeczytałam artykuł w Dużym Formacie „Młodzi i wściekli” i nie mogłam wyciszyć emocji, jakie we mnie wywołał. Młode pokolenie jest dla mnie ważne i budzi niepokój, kiedy mówi się o złym wychowaniu. W swoim wywiadzie Dyrektor Schroniska dla Nieletnich i Zakładu Poprawczego, mówił o swoich doświadczeniach i o pełnym empatii stosunku do podopiecznych. Podkreślał, że kiedy zadał im pytanie, czego w życiu najbardziej im brakowało, odpowiadali jednakowo: – Miłości.
Ten mądry wychowawca nie biciem resocjalizował, ale wyrozumiałością i własnym przykładem. Wszystko co mówił, było mi bardzo bliskie.
Zawsze zastanawiam się dlaczego ktoś wulgarnie odzywa się do drugiego człowieka, dlaczego postanawia zabić, dlaczego bezlitośnie bije?
Ale niezależnie od pobudek, moja reakcja jest nieporównywalna, kiedy słyszę, że przemoc stosuje się wobec bezbronnych.
Ostatnio wiele także czytam o wychowawcach, którzy zamiast wychowywać, biją podopiecznych z przerażającym wyrachowaniem. Nie umiem tego wytłumaczyć sobie i wszystko gotuje się we mnie. A już z pewnością nie mam zrozumienia, kiedy robi to osoba społecznego zaufania, jaką jest ksiądz czy zakonnica.
Wiem, jak bardzo na nasze życie wpływa rodzina. A kiedy jej nie ma lub młody człowiek żyje tak, jakby jej nie miał , to żądzą nim skrajne emocje i wymaga pomocy.
Wielokrotnie interweniowałam w przypadkowych sytuacjach, kiedy młodzi ludzie zachowywali się ordynarnie. Ale nigdy nie krzyczałam i nie używałam brzydkich słów. Starałam się podziałać na wyobraźnię, zawsze cicho i zawsze grzecznie. I może to zadziwiające, ale działało.
Nie wiem, czy jestem naiwna, ale nikt mnie nie przekona, że wulgaryzmami czy biciem kogoś można wychować! Jednym z wyznaczników naszej cywilizacji, jest obrona słabszych i stawianie prawa do miłości wyżej, od prawa pięści.
Jestem
nie znam miłości
nie znam dotyku
który uspokaja
nie znam słów
co wzmacniają
czy jestem coś wart
czy pochylą się nade mną
gdy będę słaby…
nie powstrzymam ich pięści
kiedy swoją schowam
Warto wiedzieć co się mówi
Nie chciałam pisać o zamieszaniu, jakie wywołała niefortunna wypowiedź aktora, ale zmieniłam zdanie. Po lekturze komentarzy pod artykułami, zrozumiałam jak wielu jest łodzian kochających swoje miasto, podobnie jak ja. Ta miłość sprawiła, że powstała w 2010 roku książka dla dzieci " Łódzkie czary-mary ", w której opowiadania i wiersze mówią o historii naszej małej ojczyzny. O tych pięknych miejscach i tych mniej pięknych, ale wzruszających. Ulica, dom w którym się wychowujemy pozostaje na zawsze we wspomnieniach. Trzeba krzewić w młodych ludziach miłość i szacunek do miejsca w którym żyją. I to jest zadanie dla nas – dorosłych.
Przytoczę niektóre akcje i komentarze:
-
Mieszkańcy ulicy Włókienniczej, których m.in. aktor ma za " meneli", wdarli się na plan zdjęciowy i w trakcie jego gry głośno puszczali muzykę i buczeli a kiedy dziennikarz zapytał o ich odczucia, powiedzieli , że są głęboko urażeni. Przyznali się do biedy, ale mają swoją godność. Mały chłopiec wspominał: " Gdy kręcili na naszej ulicy film " Miasto 44 " , byliśmy bardzo pomocni i dumni z tego, że to u nas kręcą sceny do filmu. A teraz robimy sabotaż ".
-
Nie jest winą łodzian, że miasto, kiedyś przemysłowe, jest za blisko Warszawy i że jako jedno z nielicznych miast nie dostało żadnej pomocy po1989 roku…..
-
Bieda jest w każdym zakątku świata, a ludzie biedniejsi mieszkają właśnie w najstarszych budynkach, które nie zostały wyremontowane ani wyburzone i nadają się na plan filmowy. Moim zdaniem powinniśmy się skupić na miejscach historycznych, które jeszcze nie wymarły i nie są przerobione na współczesną modłę.
-
Tak się składa, że Łódź to teraz jeden, wielki plac budowy, zmienia się z dnia na dzień. Będzie pierwszym miastem w Polsce ze wszystkimi obwodnicami a na rewitalizację kamienic ma 4 mld. euro. Opinia miasta jest po słabych latach gdy padł przemysł włókienniczy i było wysokie bezrobocie teraz to już historia. Meneli można spotkać wszędzie w Polsce
Może aktor wyciągnie wnioski na przyszłość? Może to biedne miasto wcale nie jest takie biedne, mając tak dumnych mieszkańców, którzy potrafią wykazać się lokalnym patriotyzmem.
I jeszcze jedno zdanie :
-
Nie uogólniajmy. Jestem w Łodzi często przejazdem. Pierwsze wrażenie jest nienajlepsze, ale pozory czasem mylą, nie oceniajmy po okładce. Ja bym tego miasta zdecydowanie nie przekreślała. Można przecież tam spotkać wielu ambitnych ludzi, z otwartą głową, kreatywnych. Czuć czasem co prawda duch chaosu, ale też wolności, którą pozostawili po sobie artyści, zawsze kochający to miasto. Porównując organizację w służbie zdrowia np. z Poznaniem, który ma opinię miasta dobrze funkcjonującego, można miejscami się naprawdę bardzo zdziwić (na korzyść Łodzi oczywiście). No i gdzie jest tak zielono, które miasto ma taki Las Łagiewnicki?
A ja dodam: to największy miejski kompleks leśny w Europie !
Przez dziurkę od klucza
Jeszcze niedawno, gdyby ktoś mi powiedział, że wydam tomik z fraszkami o frywolnej tematyce, potraktowałabym to, jako żart. Zawsze miałam kłopot w napisaniu czegoś zabawnego. Natomiast takiego problemu nie miała moja córka. Jej dowcip wprost kipiał przy każdym, towarzyskim spotkaniu. To pod Jej wpływem podjęłam pierwsze próby napisania fraszki z podtekstem i to była pierwsza:
Rozczarowana
Już? – no cóż.
W miarę upływu czasu powstało sporo fraszek ale decyzję o wspólnym tomiku, podjęłam dopiero po jednym z wieczorów literackich, gdzie zobaczyłam emocje i usłyszałam gromkie salwy śmiechu. Jestem wdzięczna córce, że zgodziła się wspólnie przejść przez ten swoisty debiut literacki. Tomik ozdobiony jest piękną grafiką Judyty Ziędalskiej z Janowic Wielkich. Oto kilka fraszek spośród ponad siedemdziesięciu zaprezentowanych w tomiku: - Przez dziurkę od klucza
Skromnisia
Czy chciałbyś? – spytała nieśmiało,
nie śniła nawet, co później się działo!
Nic za darmo
Chciała ociupinę więcej,
roboty miała pełne ręce.
Co za pech
Skończyły się serca łopoty,
kiedy zdjął galoty.
Mimoza
Była słodka i pachnąca.
Po 2 latach senna, śpiąca.
Potem było coraz gorzej,
wciąż mówiła – jutro może.
Pomnik Rajmunda Rembielińskiego w Łodzi
Kiedy realizowałam swój projekt w postaci książki dla dzieci o Łodzi- Łódzkie czary-mary, napisałam opowiadanie o R. Rembielińskim, a teraz przeczytałam o pomniku, którego odsłonięcie nastąpi w sobotę. Obiekt składa się z sylwetki Rajmunda Rembielińskiego, tak ważnej postaci w historii miasta oraz kopii pierwszej mapy Łodzi pochodzącej z 1823 roku, która była wykonana na zlecenie R.Rembielińskiego. Spełniło się moje marzenie:-))) A oto opowiadanie:
Rajmund Rembieliński i jego Łódź
Wracając ze szkoły, Marta podsłuchała rozmowę dwóch chłopców ze starszej klasy. Jeden z nich skarżył się, że nauczyciel zadał do domu wypracowanie na temat:
„Co wiesz o twórcy Łodzi przemysłowej?”
– Znowu to grzebanie w książkach! – chłopak warknął ze złością.
Marta nie mogła się doczekać, kiedy zapyta mamę o tego tajemniczego twórcę. Już przy drzwiach zaczęła z przejęciem:
– Mamusiu, czy ty znasz twórcę Łodzi przemysłowej?
– Oczywiście, a dlaczego pytasz?
– Bo tacy, no wiesz, starsi chłopcy zupełnie nie wiedzieli, kto to jest. A kto to był, mamusiu?
– To Rajmund Rembieliński – powiedziała mama. – Naprawdę niezwykły człowiek.
– A czemu właściwie był taki niezwykły? – dopytywała się dziewczynka.
Mama usiadła w fotelu, uśmiechnęła się i zaczęła opowiadać. Pracowała w muzeum, a historia Łodzi to była jej największa pasja!
– Do naszego miasta Rembieliński trafił w 1820 roku. Wtedy nie było to właściwie miasto w naszym dzisiejszym rozumieniu. Łódź była maleńką mieściną, a wokół szumiały lasy i płynęły bystre rzeczki. Pan Rembieliński od pierwszej chwili po prostu się w Łodzi zakochał. To, co zobaczył, uznał za ogromne bogactwo.
– Jakie bogactwo? W lesie? – dziwiła się Marta.
– Tak, córeczko, bogactwo. Wystarczające, aby zachęcić tkaczy do osiedlenia się tutaj. Woda i drewno to podstawa rozwoju osadnictwa, bez tego trudno byłoby w ogóle myśleć o rozwoju przemysłu. A Rembieliński marzył, że tkacze będą mieszkać w nowej osadzie włókienniczej i że będą pracować w jej pierwszych fabrykach. Pomyślał też, że trzeba będzie ich jakoś do tego zachęcić, dając na przykład przywileje.
– A co to, mamusiu, są przywileje?
– Przywileje są trochę jak prezenty. W tym wypadku prezentem była ziemia, na której każdy, kto chciał tu pozostać, mógł wybudować dom, a w dodatku przez 6 lat nie płacił żadnego podatku!
– To pan Rembieliński był prawie jak król!
– No, niezupełnie, on tylko składał rządowi raporty w tej sprawie, a rząd podejmował decyzje. A ponieważ R. Rembieliński cieszył się dużym zaufaniem, jego propozycje były zwykle szybko i pozytywnie realizowane.
– A jak on wyglądał, mamo? Czy był takim wesołym grubaskiem jak nasz wujek Tadzio, który pracuje w sejmie?
– Nie, to był szczupły, niewysoki pan. Miał bystre spojrzenie i surowy głos, mało kto próbował mu się przeciwstawić. O, popatrz tylko, mam tu jego portret.
Mama sięgnęła do jednej ze stojących na półce książek. Marta spodziewała się kolejnego surowego oblicza, znała już ze szkoły dziesiątki takich portretów. Tymczasem z okrągłego obrazka patrzył na dziewczynkę miły pan z nieco rozwichrzoną fryzurą. W mądrych oczach zdawał się czaić uśmiech. Ten Rembieliński wyglądał naprawdę sympatycznie. Może nic dziwnego, że mama mówiła o nim tak ciepło i z taką dumą!
– Czy on urodził się w Łodzi, tak jak ja?
– Nie, mówiłam ci już, kochanie, że przyjechał tutaj dopiero w 1820 roku. Miał już wtedy 45 lat. Urodził się w Warszawie, w bogatej rodzinie szlacheckiej.
Mama znów podeszła do regału.
– Chcesz, to trochę ci o nim poczytam.
Marta skinęła głową. Ten Rembieliński naprawdę ją zaciekawił.
– Rembieliński wcale nie miał łatwego życia. Jako ośmioletni chłopiec został sierotą i musiał bardzo szybko wydorośleć – mówiła mama podnosząc głowę znad książki. Uczył się w Korpusie Kadetów. Wiesz, to była taka szkoła dla chłopców, trochę jak dzisiejsze liceum, ale uczono tam nie tylko matematyki i geografii, ale także przedmiotów wojskowych oraz, wyobraź sobie, tańca i dobrych manier!
– Niezła szkoła! Szkoda, że dzisiaj chłopaków nie uczą dobrych manier! – roześmiała się Marta.
– Rembieliński ukończył tę szkołę ze złotym medalem – mówiła dalej mama. Był wszechstronnie wykształcony i mówił w kilku językach obcych, pisał poważne dzieła naukowe, a nawet sztuki teatralne! Znał osobiście Tadeusza Kościuszkę i księcia Józefa Poniatowskiego. Bardzo dużo pracował, ale miał też swoją rodzinę. Urodziło mu się dwóch synów, Aleksander i Eugeniusz.
– A co z naszym miastem, mamusiu? Czy te lasy i rzeczki ludzie jakoś wykorzystali?
– O, tak! Dzięki wyobraźni i pracy Rembielińskiego Łódź stała się potęgą przemysłową. Podziwiano ją w całej Europie! Drzewo z okolicznych lasów wykorzystywano na budowę domów dla osadników, a rzeczki dawały energię, która poruszała krosna. Każdemu, kto mógł być przydatny dla wielkich planów związanych z Łodzią, Rembieliński udzielał pożyczek, a nawet dawał własne pieniądze! Robił projekty domów i wytyczał nowe ulice. Sprawami Łodzi zajmował się aż do swojej śmierci. Poświecił jej 20 lat życia, ciesząc się wzrostem prestiżu i potęgi miasta.
– Ojej, to był naprawdę pierwszy wielki łodzianin!
– Wiesz, on tutaj nigdy nie mieszkał. Ale faktycznie to pierwszy wielki, honorowy łodzianin – powiedziała mama.
– Łódź na pewno pamięta o swoim twórcy, prawda? Gdzie jest jego pomnik? – dopytywała się Marta.
– Widzisz, właściwie to nie ma pomnika. Jest natomiast ulica Rembielińskiego. Już w 1860 roku jedną z ulic nazwano imieniem twórcy miasta. Car zabronił wprawdzie nazwania ulicy pełnym imieniem i nazwiskiem Rembielińskiego, ale sprytni łodzianie znaleźli sposób, by przechytrzyć ówczesne, obce władze. Uliczkę nazwano Aleją Świętego Rajmunda. Wiesz, Martusiu, to ta krótka ulica na wprost Hali Sportowej. Dzisiaj Rembieliński jest też patronem X Gimnazjum przy ulicy Harcerskiej.
– I to już wszystko, mamusiu?
– Wszystko – westchnęła mama. Nie ma w Łodzi nic więcej, co by upamiętniało tego wspaniałego, mądrego człowieka. Zmarł w osamotnieniu w lutym 1841 roku, w domu swojego brata, Wiktora. Pochowano go razem z rodziną w Jedwabnem, w Ziemi Łomżyńskiej.
– Mamusiu, proszę cię, zróbmy coś dla niego! – Marta spojrzała na mamę, pełna wiary w jej nieskończone możliwości.
– A co właściwie chciałabyś zrobić? – zdziwiła się mama.
– Jeszcze nie wiem, ale się zastanowię. Zaraz jutro porozmawiamy o tym w klasie! Na pewno coś wymyślimy!
Wiersz dla Mamy
Dla Mamy
Nie potrzeba mi święta, bym o Tobie pamiętał.
Za co Cię kocham – nie wymieniam,
musiałbym mówić bez wytchnienia.
Nocy i dnia by nie starczyło.
A co by Ciebie uszczęśliwiło:
- moje radosne powitanie,
- czerwone maki w glinianym dzbanie,
- czy ulubiona Twoja muzyka,
- może wielkie serce z piernika?
Będzie symbolem mego oddania.
Dam Ci najczulsze podziękowania,
w moim wierszyku, co napisałem,
że jesteś moim ideałem.
Łagodna, zawsze uśmiechnięta,
wszystko mi tłumaczysz,
a psot nie pamiętasz.
XXI Przegląd Piosenki o Łodzi „Łódzkie skrzydła 2015″
Z ogromną przyjemnością wysłuchałam dzieci w różnym wieku, jak z przejęciem śpiewały piosenki o swoim mieście – Łodzi. Nie muszę się powtarzać, kocham Łodź !!! Z miłością pisałam wiersz" Okno do mojego miasta" do którego napisał piękną muzykę p. Marcin Werner, a to wszystko zaowocowało, gdy z wyczuciem zaśpiewała Julia Nikiś.
Słowo o dzieciach w Hospicjum Gajusz
O wierszu, który napisałam po wizycie w Hospicjum Gajusz jest w liście, jaki otrzymałam z Johannesburga od Redaktorki Naczelnej „Wiadomości Polonijnych”:
„Kochana Uleczko, Twój wiersz „ Zrozumieć” jest pełen ciepła i głębokich przemyśleń. Chciałabym go zamieścić w numerze kwietniowym „Wiadomości Polonijnych”. Ten wiersz, chwyta za serce i chciałabym z tą niezwykłą historią zapoznać czytelników mojego pisma, którzy są rozrzuceni po całym świecie. Niech też w swoim otoczeniu zwrócą uwagę na istoty cierpiące w cichości swojego wnętrza. Proszę też o Twoje sentencje, które napisałaś specjalnie dla sponsorów Fundacji Gajusz. Weszłam na stronę hospicjum i czytałam Twój tekst ze łzami w oczach. Zobaczyłam zdjęcia urządzonych pokoi czekających na pacjentów. Uleczko, robisz naprawdę rewelacyjną pracę! Dziękuję! Jestem z Tobą. Pięknie opisałaś, wizytę i wzruszenie, jakie jej towarzyszyło. Dam to do Wiadomości. Świat jest teraz wzburzony. Wojny, walka o władzę, morderstwa…A Ty pokazujesz świat cierpienia i jednocześnie walki o każde istnienie ludzkie, nawet tak bardzo schorowane i bezbronne. W kontekście prowadzenia akcji w Europie o eutanazję dzieci, nawet już dzieci, ta opieka nad dziećmi jest świętością. Niech Pan Bóg wynagrodzi wszystkim to poświęcenie dla drugiego człowieka. Dziękuję Uleczko, że odkryłaś inne oblicze świata. Życzę Ci błogosławieństwa Bożego!”
Moje myśli, sentencje i maksymy, przekazane Fundacji Gajusz:
One prosić nie umieją,
gdy nadzieję w nas zasieją,
to ta kropla się rozleje,
krąg zatoczy – ktoś zdrowieje.
Otworzyłeś z gwiazd pudełko,
nad dziećmi z cudem istnienia.
Daj zapalić im światełko,
By spełniły się marzenia.
Piękne gesty ważniejsze niż słowa,
bo najprawdziwsza jest ich wymowa.
Niech to, czego dzieci od losu nie dostały,
choćby w naszych uczynkach namiastkę miały.
Nie przegapić okazji, by nawet awansem,
dać choremu dziecku, choć tę jedną szansę.
Z pudełka dobrych uczynków dla dzieci,
wyjmij dla chorych jeden, drugi, trzeci.
By świata już do cna złem nie deprawować,
trzeba dobrymi czynami bogato szafować.
Najlepszym lekarstwem – zainteresowanie,
dla przykładu – twoje dzieciom czytanie.
Zobacz dziecka nadzieję w spojrzeniu,
bezcenną w jego ciągłym cierpieniu.











